Na blogspocie ogłosiłam wielki powrót. Mimo to notek nie przybyło. Niestety,a może i stety nic specjalnego się nie dzieje i nic nie zaprząta zbytnio mej główki.
Korzystając z tego pięknego okresu nadrabiam zaległości w literaturze i w filmie. Lekturą na dziś są "Szpetni czterdziestoletni" Agnieszki Osieckiej a filmem dnia oprócz "Drużyny Pierścienia" był "Plac Zbawiciela". Tę polską produkcję polecam wszystkim, szczególnie młodym ludziom wchodzącym na nową drogę życia. Może sprawi to, że przemyślicie jeszcze czy aby na pewno wariant dzielenia lokum z teściami/rodzicami to dobre rozwiązanie.
Codziennym rytuałem jest moje bieganie o 7:00 rano. Oprócz tego wieczorami joga na zmianę z basenem, więc chyba w miarę aktywnie spędzam czas. Jutro wybieram się kupić koszyk do roweru.
Czymś nowym i absolutnie wyjątkowym jest moja praca. Póki co pochłania mnie ona jedynie w weekendy. Daje mi dużą satysfakcje i poczucie, że coś się dzieje ;) Zarobiony weekend i 5 dni odpoczynku to na moim etapie życia dla mnie idealny układ.
Jak na razie żegnam się (...życzę się...) i obiecują nastukać post kiedy coś twórczego zagości w moim umyśle.
Pozdrawiam,
olo