piątek, 8 października 2010

Bonsai

Sztuka bonsai to sztuka miniaturyzowania drzew. Wywodzi się ona z Chin. Gatunki drzew są odpowiednio pielęgnowane, żeby wyglądały na miniaturki normalnych.

Kocham bonsai. Mam drzewko bonsai. Kocham swoje drzewko bonsai. Dbam o swoje drzewko bonsai. Formuje nowe drzewka bonsai.

Moje drzewko bonsai to ligustr chiński.

O drzewka bonsai należy codziennie dbać. Odpowiednio je nawozić, regularnie przycinać, pętać gałązki drutem i formować. Drzewka bonsai są bardzo czułe. Im więcej dba się o drzewko, tym szybciej ono rośnie, jest zdrowsze i szczęśliwsze.

Boli mnie, kiedy widzę zaniedbane, zarośnięte drzewka bonsai.

Drzewka bonsai porównuję do ludzi. Drzewka są piękne tylko wtedy, kiedy wkładamy pracę, aby je ukształtować. Bez przycinania i drutowania drzewka tracą kształt i urok. Przestają być szczęśliwe. Tak samo człowiek. Kiedy człowiek nie wyznaczy sobie w swoim życiu własnych zasad i celów zarasta jak opuszczone drzewko. Nie rozwija się tak jak powinien. Im więcej drzewko przycinamy tym szybciej zaczyna ono rosnąć. Przycinamy je, żeby miało kształt. Człowiek, żeby kształcić się musi "przycinać i drutować swoje pędy". Człowiek nie wkładający w siebie pracy dziczeje jak drzewko.
Zawsze uderza mnie, kiedy ludzie nie chcą pracować nad sobą. To że gałęzie rosną, nie oznacza że się rozwijamy. I nie chodzi tu, aby narzucać sobie masochistyczne reguły. Kiedy pielęgnujemy się regularnie, jesteśmy szczęśliwi. Mamy kształt.

olo

czwartek, 7 października 2010

Pasta z avocado

Nie ma dziś wody od 8:00 do 20:00. Dlatego musiałam wstać, mimo wolnego przed 8:00, żeby zdążyć się umyć. Co za pieprzone średniowiecze. Nie ma nawet jak rąk umyć, a przy znerwicowaniu to jest bardzo konieczne, jak mówiła mi ciągle koleżanka :)
Ale w zasadzie właśnie dzięki owej przerwie w dostawie wody na osiedlu, mam dzień wolny.

Nie ma wody, jest za to Maleńczuk. Słońca nie ma, a ta muzyka wpasowuje się dziś idealnie w klimat mojego dzisiejszego dnia. Oczywiście jest też "Dom dzienny, dom nocny", który mam nadzieję dziś już skończyć by sięgnąć po książkę Karola Irzykowskiego "Pałuba - sny Marii Dunin".

Zrobiłam pastę z avocado. Co tu dużo mówić... Rozczarowałam się efektem. Użyłam przepisu:

1/2 avocado
sok z 1/2 cytryny
1/2 ząbku czosnku
kolendra
sól
pieprz
oliwa

Wyszło mdło. Od siebie (tak nie całkiem od siebie :)) dodałam łyżeczkę majonezu, żeby dodać temu trochę charakteru, ale na niewiele się zdało. No cóż, muszę znaleźć jakiś lepszy sposób na spożytkowanie jeszcze jednego avocado, które mi zostało. Pasty nie zrobię już więcej na pewno.

Nie wiem, czemu wkradają mi się tu wątki kulinarne.

Dziś podobno mamy oglądać 4. sezon Dextera, aż do zlasowania "musku". No dobrze. Powiewa wakacjami :)

olo

środa, 6 października 2010

Przerwa

I rozpoczęło się upragnione wolne.

Przede mną 4 wolne dni, 3 dni w górach i kolejny 1 dzień wolny. Czyż nie wygląda wspaniale?
Z pozytywnych wiadomości jest również ta, że Mr Grave jedzie z nami w góry :)
Teraz mam zamiar odpocząć i nadrobić zaległości w dziedzinach zaniedbanych przeze mnie z powodu codziennych, szarych obowiązków.
Ale najpierw zacznę od zielonej herbaty, aby podładować się na końcu tego młynu, a na początku Wielkiego Odpoczynku. Zrobię sobie też popcorn :)

Do tego wszystkiego utrzymuje się obiecująca złota jesień, więc w planach mam dłuuugi spacer do lasu w sobotę. Chociaż znając życie, od jutra zacznie rzucać żabami... W każdym razie dziś mnie już wszystko cieszy.

Nawet żółte, gumowe rękawice nie wyglądają dziś tak strasznie.

olo

sobota, 2 października 2010

good morning, good evening, i hope you like dreaming

Boli mnie głowa. Nic mi się nie chce. Jest mi zimno. Jest mi łeeeee.
Zawaliłam jedną sprawę. Zostałam zmuszona to sprzątania. Poszłam na randkę z Toyotą Yaris i wiatr wypizgał mi mózg po drodze. Mogłabym leżeć na ziemi cały dzień i noc. W sumie to już chce mi się spać, a jest wcześnie. Pewnie dlatego, że poprzednią noc zarwałam.

Wczoraj wieczorem siedziałyśmy z dziewczynami. Wino i poważne rozmowy. RWJ i tego typu sprawy. Potem odprowadziłyśmy Monanę i szwędałyśmy się jeszcze ładną godzinę. Przemarzłam jeszcze bardziej i w domu trzęsłam się już aż do zaśnięcia. Ale trzeba było, bo to był czas rozmów "poważniejszych".

Jutro niedziela a ja mam masę zajęć. Wot te na...

olo