Długo nosiłam się z tą myślą, aż w końcu czara argumentów za się przelała i decyzja zapadła. Za tydzień o tej porze będę się pakowała.
Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
Przez ostatnie dwa miesiące bardzo polubiłam Katowice. Nie mogę powiedzieć, aby łatwo było mi je opuścić. Ale przecież będę w nich codziennie. Niestety nie będę już jeździła autobusem numer 12 przez urokliwe uliczki. Nie będę też z okna widziała stawu, a na nim kaczek.Stojąc na przystanku nie spotkam sójki ani dzięcioła.
Za to codziennie będę wracała do moich najbliższych. Samosia w końcu nie będzie spała sama. Będę mogła gotować w swojej kuchni i pić herbatę w swoim fotelu. Niedziela w końcu będzie pełnym dniem weekendu. Będę codziennie widywała mojego brata i może w końcu skończymy czytać "Anię z Szumiących Topoli".
Tak naprawdę nie mogę się tego doczekać.
Tymczasem wracam do domu na weekend przed moim ostatnim tygodniem tutaj. Jakie owoce przyniesie ta decyzja? Czas pokaże.
Dobranoc.
olo