czwartek, 7 października 2010

Pasta z avocado

Nie ma dziś wody od 8:00 do 20:00. Dlatego musiałam wstać, mimo wolnego przed 8:00, żeby zdążyć się umyć. Co za pieprzone średniowiecze. Nie ma nawet jak rąk umyć, a przy znerwicowaniu to jest bardzo konieczne, jak mówiła mi ciągle koleżanka :)
Ale w zasadzie właśnie dzięki owej przerwie w dostawie wody na osiedlu, mam dzień wolny.

Nie ma wody, jest za to Maleńczuk. Słońca nie ma, a ta muzyka wpasowuje się dziś idealnie w klimat mojego dzisiejszego dnia. Oczywiście jest też "Dom dzienny, dom nocny", który mam nadzieję dziś już skończyć by sięgnąć po książkę Karola Irzykowskiego "Pałuba - sny Marii Dunin".

Zrobiłam pastę z avocado. Co tu dużo mówić... Rozczarowałam się efektem. Użyłam przepisu:

1/2 avocado
sok z 1/2 cytryny
1/2 ząbku czosnku
kolendra
sól
pieprz
oliwa

Wyszło mdło. Od siebie (tak nie całkiem od siebie :)) dodałam łyżeczkę majonezu, żeby dodać temu trochę charakteru, ale na niewiele się zdało. No cóż, muszę znaleźć jakiś lepszy sposób na spożytkowanie jeszcze jednego avocado, które mi zostało. Pasty nie zrobię już więcej na pewno.

Nie wiem, czemu wkradają mi się tu wątki kulinarne.

Dziś podobno mamy oglądać 4. sezon Dextera, aż do zlasowania "musku". No dobrze. Powiewa wakacjami :)

olo

2 komentarze:

  1. Chętnie bym spróbował owe cudo z mango... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Avocado a nie mango... i nie żadne cudo. wiesz u mnie to stoi bo nikt nie chce jeść owej pasty ;p

    OdpowiedzUsuń