Deszcz kapie na parapet, a ja muszę przy biurku doświetlać się lampką.
Dopadła mnie choroba, a właściwie dopadała powoli, a ja zamiast zwalczyć ją w zarodku, pozwalałam jej powoli mnie rozkładać. Teraz przez zapalenie oskrzeli jestem uziemiona do czwartku.
Jest to dość miły czas, gdy za oknem schyłek jesieni, a ja z ciepłą herbatą z miodem i cytryną czytam pod kocem na zmianę Hemingway'a i opowiadania Edgara Allana Poe. Co do tego drugiego to ostatnio na straganie z używanymi książkami udało mi się dostać "Złotego żuka" za całe 2 PLN. :)

Czyż nie prezentuje się znakomicie?
Dodam jeszcze, że na tym samym stosiku znalazłam "Wiktorię" Knuta Hamsuna! Oczywiście kupiłabym ją bez zastanowienia, gdyby nie to, że taka sama mieszka już na mojej półce ;)
Dawno nie pisałam nic o postcrossing. Dostałam ostatnio kilka pięknych kartek.

Na kartce z Titaniciem dostałam przepisa na falafel ;))
Oto on:
2 filiżanki ciecierzycy
1/3 filiżanki natki pietruszki
5 ząbków czosnku
1/2 cebuli
2 łyżeczki sody
1/2 filiżanki kolendry
1 łyżka sezamu
1 łyżka kminu rzymskiego
1 łyżka papryki
sól, pieprz
Był pyszny :D

Teraz wracam do mojej rekonwalescencji.
Nikt nie lubi chorować, ale czasem taki tydzień w domu przydaje się na odpoczynek, nadrobienie zaległości w literaturze lub nauce, albo po prostu na porządne wyspanie się.
Całuję,
olo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz