Zarwana noc.
A potem się zaczęło...
Miałam dziś jeden z najbardziej stresujących egzaminów w życiu. Rano na spacerze "na sik" Chabra na mnie wskoczyła. Obyło się bez (o dziwo!) potarganych rajstop. Byłam spóźniona na busa. Mama odradziła mi ubranie prochowca i pełnych butów. Zmarzłam. Egzamin przyprawił mnie o mdłości i zawrót głowy. Wracając przemarzłam. Ochlapał mnie autobus. Dotarłam jakimś cudem do domu.
To że deszcz pada nieprzerwanie od jakiegoś czasu już mi nie przeszkadza. O tym nie muszę pisać.
Ale teraz już z maseczką na twarzy siedzę w łóżku i szukam wspólnot widzących podobieństwa pomiędzy Theonem G. a Mickiem J. Brak wyników. A szkoda.
Zaraz poczytam o losach T.L. Jednak tęskno do J.L. Wspominałam, że uwielbiłam go po Uczcie dla Wron?
Jeszcze tylko 5 egzaminów sesji letniej. Walczę.
olo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz