środa, 29 września 2010

Zupa z bagien

Ostatnio bardzo trudno mi wygospodarować chwilę czasu, żeby coś tu nastukać. Dlatego dopiero dziś odniosę się do wczorajszego dnia.
Od niedzieli leje. Wczoraj było paskudnie. Kiedy wróciłam do domu zabrałam się za przygotowywanie obiadu - zupa z groszku i mozzarelli wg przepisu Nigelli Lawson. Oczywiście wyszła wybornie. Potem niestety musiałam udać się do miasta załatwić kilka spraw. Nie dość, że pogoda jest taka jaka jest, to jeszcze do tego nie jechał żaden autobus na mój przystanek. Musiałam wrócić do domu pieszo przez deszcz, wiatr i maź konsystencji mojej zupy. Kiedy w końcu znalazłam się w domu, byłam mokra i poirytowana. O dziwo, mój pomarańczowy parasol wytrzymał i nie połamał się na wietrze. Najszczęśliwszym posunięciem było ubranie butów "w-których-nie-poślizgnę-się-zimą". Było mi ciepło w stopy i bardzo dzielnie się trzymały. Przemokły dopiero prawie pod samym domem.

Irytacja towarzyszyła mi już przez resztę dnia, ale zdenerwowanie ustąpiło po obejrzeniu 2 odcinka 7 sezonu House'a i przytuleniu się.
Dziś mam trochę wolnego, żeby jutro wrócić do domu dopiero przed 17 :(
Niestety bez wyjścia z domu na deszcz się nie obejdzie.

Czytam "Dom dzienny, dom nocny". Nie mogę się doczekać, kiedy wieczorem położę się z tą książką do łóżka.

olo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz