...a wraz z nią?
Stało się nieuniknione. Rozchorowałam się.
Mimo, że cały zeszły tydzień dzielnie się trzymałam, podczas gdy wszyscy moi najbliżsi byli chorzy, to jednak w niedzielę skapitulowałam i zaatakowana przez wirusy spędziłam cały dzień w łóżku. Dziś jest już znacznie lepiej, aczkolwiek wolę nie ruszać się jeszcze nigdzie.
O dziwo, aura jest sprzyjająca ponieważ od pewnego czasu utrzymuje się temperatura powyżej 20 stopni Celcjusza.
Długo jednak sobie nie poodpoczywam. Czeka na mnie pakowanie, zakupy oraz badanie gruntu. Na wszystko zostało mi 4 dni. Jestem z jednej strony podekscytowana, a z drugiej zaniepokojona. Nie ukrywam, że mam pewne oczekiwania jak i obawy, ale staram się myśleć pozytywnie. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Dość nieoczekiwanie doszła moja kartka do Wielkiej Brytanii. Zdążyłam się pogodzić już z tym, że nie dojdzie ponieważ napisałam zły adres. W numerze pomyliłam 4 z H! A tu taka niespodzianka :) Niestety czekam, aż reszta moich pocztówek dotrze do adresatów, a trwa to już dość długo. Nic nowego do mnie też nie przyszło. Ale spokojnie, cierpliwości.
olo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz