poniedziałek, 24 października 2011

Rozstania i powroty

Od czterech tygodni jestem obecna w dwóch miejscach. Cztery i pół dnia w tygodniu w mieście wojewódzkim, a 2 i pół w mieście powiatowym. Żeby nie było za łatwo punkty te położone są w sąsiednich województwach. Dzięki takiemu zestawieniu bez przerwy odkrywam coraz to nowsze wady i zalety obydwu.

Z niecierpliwością co tydzień czekam na weekend, aby móc znaleźć się w domu wśród najbliższych. Cieszę się tymi chwilami, które jednak mijają zbyt szybko. W dni powszednie za to z fascynacją poznaję to co do tej pory było nieznane. Muszę przyznać, że ten czas również mija bardzo szybko z powodu wielu zajęć. Można polubić nawet długą podróż autobusem, kiedy za oknem ma się takie ładne widoki na miejską jesień. Do tego mieszka się pod lasem i co rano słyszy kaczki i inne ptactwo z pobliskiego stawu.

Z każdym dniem coraz bardziej podobają mi się Katowice. Mają w sobie coś magicznego. Szczególnie pociąga mnie moja dzielnica, która pokryła się pięknym złotem jesiennych liści.

Pięknych miejsc do spacerowania jest mnóstwo. Gdybym tylko miała więcej czasu... No i tą osobę u boku, której mogłabym się przechadzać. A tu niestety, nie ma.
Ukochanej osoby jest tak mało, że kiedy jest najchętniej schowałoby się ją przed całym światem w czterech ścianach. A do tego tam gdzie ona jest nie ma tej śląskiej jesieni. Co prawda jest jesień małopolska, ale szczerze muszę przyznać, że bardziej kilmatyczna jest ta śląska.

Nadchodzi upragniony długi weekend. Do tego jest to czas, który najbardziej lubię w roku, a mianowicie Wszystkich Świętych. Uważam to za najbardziej mistyczne i romantyczne święto. Uwielbiam wieczorem przechadzać się wśród kolorowych lampionów na cmentarzu. A dzień wcześniej Halloween i pyszne potrawy z dyni :) Już mi ślinka cienka ...

Mam nadzieję, że uda mi się napisać jak spędziłam ten wyjątkowy czas.

Buziaki.

olo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz