Dzisiejszy dzień zaczął się o 6:38. Tak, bardzo śmieszne. Co można zrobić z tak długim dniem w obecnych warunkach? Demotywatory, Onet, Kopalnia Wiedzy, Bash, Mistrzowie, Focus, Joe Monster, You Tube, Facebook, kilka blogów, co w sumie daje godzinę 9:23. 78 stron "Czystej anarchii" przeplatanych pogawędkami online, godzina 11. Przestaję patrzeć na zegarek. Powtórki "Brudej roboty" i "Szkoły przetrwania", kasacja Seata Cordoby w Colin McRea Rally 2 i postanawiam zająć się "czymś".
Tak jakbym nic wcześniej nie robiła.
Tak jakbym nic wcześniej nie robiła.
W takich momentach zazwyczaj biorę się za coś, czego w normalnym stanie nie mam czasu albo ochoty robić.
Nie mam pojęcia czemu nagle szalenie ważne wydało mi się posegregowanie płyt na moje i te prawie moje. Poukładałam ubrania w szafie, wypakowałam książki z torby, zmieniłam pościel, co nie było zbyt mądre, bo przypłaciłam to atakiem kaszlu. Później wzięłam się za odkurzanie i natychmiast pożałowałam niedawnej decyzji o położeniu na podłogę dywanika. Wreszcie też zbieranie kolorowych butów przydało się i mogłam kilka par wyczyścić. Pomalowałam paznokcie. Na koniec zostawiłam ratowanie pilota, w którym rozlała się bateria, po czym napisałam smsa do Monany, aby dowiedzieć się co mnie omija.
Nie mam pojęcia czemu nagle szalenie ważne wydało mi się posegregowanie płyt na moje i te prawie moje. Poukładałam ubrania w szafie, wypakowałam książki z torby, zmieniłam pościel, co nie było zbyt mądre, bo przypłaciłam to atakiem kaszlu. Później wzięłam się za odkurzanie i natychmiast pożałowałam niedawnej decyzji o położeniu na podłogę dywanika. Wreszcie też zbieranie kolorowych butów przydało się i mogłam kilka par wyczyścić. Pomalowałam paznokcie. Na koniec zostawiłam ratowanie pilota, w którym rozlała się bateria, po czym napisałam smsa do Monany, aby dowiedzieć się co mnie omija.
Wykonując te irracjonalne i nikomu nie potrzebne czynności, snułam ponurą refleksję. Mianowicie, bez względu na to czy mam masę rzeczy na głowie czy mogę spać cały dzień - zawsze mi nie pasuje. Cytując klasyka "nie mogę istnieć bez narzekania". Zatem pozostaje mi tylko parzenie sobie co chwila innej herbatki i łażenie z kąta w kąt do końca dzisiejszego dnia.
Dodam (gdyby ktoś miał wątpliwości, czy nie przesadzam), że wyłączył mi się komputer, kiedy pisałam ten post.
W takie dni mocniej wierzę w nihilizm.
olo
Pff... lepsze Twoje przedpołudnie niż to co się dzieje w tym dziwnym budynku, w którym ja byłam. Czasami myślę, że jedynym przedmiotem, na którym nie patrzę cały czas na zegarek jest religia (tak, religia!), no i czasami ang, na którym prawie dostałam naganne zachowanie :D
OdpowiedzUsuńOlo! jutro będzie lepszy dzień!
Miałam dopisać, że jutro też będę narzekać, bo wyjść będę musiała :P ale nie mogę się doczekać jutra !
OdpowiedzUsuńA co mnie takiego wciągającego na religii ominęło?
Wypełnianie protokołu przedmałżeńskiego. Niektóre sytuacje są... ciekawe ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że mi opowiesz :D
OdpowiedzUsuńZapomniałaś wspomnieć, że spotkałaś dzisiaj mnie i był to jeden z piękniejszych momentów dzisiejszego dnia :P
OdpowiedzUsuńa no tak przepraszam :P dla tego warto było wstać dziś rano
OdpowiedzUsuńNie widzę w narzekaniu nic złego. Dla mnie narzekanie jest równoznaczne z byciem i funkcjonowaniem. Narzekasz = żyjesz.
OdpowiedzUsuńWiesz... czasami sprzątanie jest bardzo pomocne w odróżnieniu np ściany od stosu książek. :) A herbatkę też piję (właśnie w tej chwili).
Wiedziałam, że Adam mnie zrozumie :)
OdpowiedzUsuń