Wczoraj był ostatni pogodny dzień. Wraz z początkiem tygodnia powróciły deszcze.
Ja nie narzekam, mnie się podoba.
Odwiedziłam dziś z moim bratem babcię i u niej spędziłam połowę dnia. Zjadłam pyszny budyń waniliowy z kostką czekolady i syropem żurawinowym i piłam kompot z czerwonej porzeczki. Swojsko.
Wysłałam dziś dwie pocztówki. Do Japonii i do Rosji. Ciekawe ile będę szły... Mam nadzieję, że nie tak strasznie długo. Moja poprzednia do Rosji szła 24 dni. Ech...
Pod koniec dnia przyrządziłam sobie późny obiad z tego co było pod ręką, czyli... - spaghetti!
Dziś miałam ochotę na łagodną wersję więc do sosu dodałam trochę mleka i przyprawiłam tymiankiem. Do tego wkroiłam mozzarellę i oto efekty :
Chyba gotowanie zdominowało ostatnio nieco mego bloga. A niech to.
Wieczór spędziłam z bardzo ciekawą lekturą Arsene'a Lupin.
Dobrej nocy życzę,
olo
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz