Po dość upalnym lecie powoli nadchodzi jesień. Dziś rano powitał mnie za oknem deszcz. Zamiast jeansów wskakuję w wygodne legginsy. Bardzo lubię takie dni, kiedy można bez wyrzutów sumienia zaszyć się w domu z herbatką. Powoli otwieram sezon na herbatę z miodem i imbirem. A najlepiej smakuje taka zaparzona przez ukochanego :)
Za sprawą mojej ukochanej Chabry polubiłam też spacery w deszczu. Więcej frajdy sprawiają nam chyba tylko zimowe wieczorne spacery, kiedy mróz skrzypi pod nogami i można bezkarnie tarzać się w śnieżnobiałym puchu :)
Kończę herbatkę, wkładam kalosze i różowy sztormiak i idę do lasu.
Pozdrawiam,
olo



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz